Każdy z nas lubi doposażyć swoje auto w coś ekstra. Lepsze audio, wideorejestrator, a może dodatkowy alarm? Okazuje się jednak, że dokładane zabezpieczenia antykradzieżowe, zamiast chronić, mogą stać się otwartą furtką dla złodziei. Przykład z rynku amerykańskiego daje do myślenia każdemu, kto jeździ autem z importu.
Gdy zabezpieczenie staje się zagrożeniem
Niedawno badacze bezpieczeństwa z Kalifornii odkryli poważną lukę w popularnym, dokładanym przez dealerów systemie antykradzieżowym o nazwie KARR. System, który miał chronić miliony aut, okazał się dziurawy jak sito. Problem tkwił w komunikacji Bluetooth, która nie była odpowiednio zabezpieczona. W praktyce oznaczało to, że osoba z odpowiednią aplikacją mogła, stojąc kilka metrów od samochodu, po prostu go otworzyć. Co gorsza, mogła też zablokować zapłon, uniemożliwiając uruchomienie silnika.
To idealny przykład, jak dobre chęci mogą obrócić się przeciwko właścicielowi. Płacisz dodatkowo za spokój ducha, a w rzeczywistości fundujesz złodziejowi ułatwione zadanie. Nie mógł on co prawda odjechać autem od razu, ale otwarte drzwi to już połowa sukcesu na drodze do kradzieży auta metodą „na walizkę” czy przeprogramowania kluczyków.
Czasem im prościej, tym bezpieczniej. Każdy dodatkowy, niesprawdzony element w elektronice auta to potencjalne ryzyko, o którym producent samochodu nawet nie wie.
Uważaj na „prezenty” w aucie z importu
Problem z modułem KARR dotyczy głównie aut z rynku amerykańskiego. A jak dobrze wiemy, sporo takich samochodów trafia nad Wisłę. Kupując używane auto, zwłaszcza sprowadzone z innego kontynentu, dziedziczysz całą jego historię – również tę elektroniczną. Możesz nie mieć pojęcia, że poprzedni właściciel albo dealer zamontował w nim jakiś gadżet, który dziś jest już przestarzały i niezabezpieczony.
To może być stary lokalizator GPS, niefabryczny alarm albo właśnie system w rodzaju KARR. Taki zapomniany moduł to tykająca bomba. Po latach nikt już nie dba o jego aktualizacje, a hakerzy i złodzieje mają mnóstwo czasu, by znaleźć w nim luki. Dlatego jeśli kupujesz pojazd z drugiej ręki, szczególnie zza oceanu, musisz być podwójnie czujny.
Co możesz zrobić? Prosty audyt bezpieczeństwa
Nie musisz być ekspertem od cyberbezpieczeństwa, żeby wstępnie sprawdzić swoje auto. Oto kilka kroków, które warto wykonać, zwłaszcza po zakupie używanego pojazdu:
- Dokładnie obejrzyj wnętrze. Szukaj wszelkich niefabrycznych elementów: dodatkowych diod migających na desce rozdzielczej, ukrytych przycisków, nietypowych breloków przy kluczykach czy modułów wpiętych w gniazdo diagnostyczne OBD-II.
- Przeskanuj otoczenie Bluetooth. Stojąc blisko zamkniętego samochodu, włącz Bluetooth w telefonie i zobacz, czy na liście dostępnych urządzeń nie pojawia się coś podejrzanego. Nazwy takie jak „CAR_ALARM”, „TRACKER” czy po prostu ciągi losowych znaków mogą wskazywać na obecność ukrytego modułu.
- Zwróć uwagę na nietypowe zachowanie auta. Czy centralny zamek czasem wariuje? Czy zdarzają się problemy z odpaleniem, mimo że akumulator i rozrusznik są sprawne? To mogą być objawy konfliktu w elektronice spowodowanego przez dodatkowe urządzenie.
Jeśli cokolwiek wzbudzi Twoje wątpliwości, najlepszym rozwiązaniem będzie wizyta u zaufanego elektromechanika. Fachowiec zidentyfikuje każdy niefabryczny sprzęt i w razie potrzeby bezpiecznie go zdemontuje. Samodzielne grzebanie w instalacji może unieruchomić auto, więc lepiej zostawić to specjaliście.
Co dalej
Podsumowując, warto mieć ograniczone zaufanie do niefabrycznych gadżetów elektronicznych, zwłaszcza w aucie z nieznaną przeszłością. Bezpieczeństwo to podstawa, a zaraz po nim idą koszty eksploatacji. Jeśli chcesz zaoszczędzić na częściach, oponach czy akcesoriach, sprawdź promocje i kody rabatowe w sklepach motoryzacyjnych na Zrabatowani.pl.