Roboty wkraczają do fabryk, magazynów, a niedługo może i do naszych domów, wykonując coraz bardziej złożone zadania. Ale co się stanie, gdy maszyna na stałe zajmie miejsce człowieka w pracy? Pojawił się pomysł, by… opodatkować roboty. Brzmi jak science fiction, ale ma zaskakująco dużo sensu.
Skąd w ogóle pomysł na „podatek od robota”?
Wyobraź sobie prostą sytuację. Firma zatrudnia pracownika, od którego pensji odprowadza podatki i składki, m.in. na system emerytalny i opiekę zdrowotną. To fundament, na którym opiera się nasze społeczeństwo. Teraz ta sama firma kupuje robota, który wykonuje identyczną pracę, ale znacznie taniej. Maszyna nie potrzebuje pensji, urlopu ani ubezpieczenia. Dla przedsiębiorstwa to czysty zysk. Gdzie jest problem?
Problem pojawia się w skali makro. Dla budżetu państwa zniknięcie każdego takiego etatu oznacza mniejsze wpływy. Mniej pieniędzy na emerytury, szpitale, szkoły. Jeśli ten proces będzie postępował, a nic na to nie wskazuje, by miało być inaczej, cały system oparty na opodatkowaniu ludzkiej pracy może się załamać. Okazuje się, że nasze obecne przepisy nieświadomie promują automatyzację, bo praca maszyny jest z perspektywy obciążeń fiskalnych po prostu tańsza.
Na czym miałby polegać taki podatek?
Idea, o której od pewnego czasu mówi między innymi Bill Gates, nie polega na karaniu firm za innowacyjność ani na symbolicznym wlepianiu mandatu robotom. Chodzi o coś znacznie prostszego: o wyrównanie zasad gry. Propozycja zakłada, by opodatkować jednostkę pracy, niezależnie od tego, czy wykonuje ją człowiek, czy maszyna.
Jeśli robot wykonuje pracę, która generuje dla firmy konkretny zysk, dlaczego system podatkowy miałby udawać, że tej pracy w ogóle nie ma?
Celem jest sprawienie, by decyzja o zastąpieniu człowieka maszyną wynikała z realnego wzrostu wydajności i jakości, a nie głównie z chęci optymalizacji podatkowej. Pieniądze z takiego podatku mogłyby zasilić fundusze przeznaczone na przekwalifikowanie pracowników, których zawody znikają, lub po prostu na wsparcie systemu socjalnego w nowej rzeczywistości.
Czy to oznacza, że musimy bać się robotów?
Spokojnie, nikt nie nawołuje do zatrzymania postępu. Rozwój sztucznej inteligencji i robotyki przynosi ogromne korzyści w medycynie, nauce, rolnictwie czy nawet w naszych domach w postaci inteligentnego AGD. Problemem nie jest sama technologia, lecz tempo zmian i to, jak rozłożą się ich koszty i korzyści. Jeśli automatyzacja będzie postępować zbyt gwałtownie, wiele osób może stracić pracę, zanim na rynku pojawią się nowe, atrakcyjne zawody.
Podatek od pracy robotów to jeden ze sposobów na łagodne zarządzanie tą transformacją. Co ciekawe, coraz głośniej mówi się też o zdefiniowaniu zawodów zarezerwowanych dla ludzi. Chodzi o obszary, w których kluczowa jest empatia, kreatywność i kontakt z drugim człowiekiem – na przykład opieka nad dziećmi i seniorami, niektóre gałęzie medycyny czy edukacja. Nawet jeśli robot byłby tańszy, jako społeczeństwo możemy uznać, że w pewnych sferach po prostu chcemy mieć do czynienia z człowiekiem.
Co dalej?
Dyskusja o opodatkowaniu robotów dopiero się rozkręca, ale doskonale pokazuje, jak głęboko technologia wpłynie nie tylko na nasze gadżety, ale na całą gospodarkę. Zanim jednak będziemy martwić się o składki ZUS dla naszego automatycznego odkurzacza, warto mądrze wybierać sprzęt, który ułatwia nam życie tu i teraz. A jeśli przy okazji chcesz zaoszczędzić, na Zrabatowani.pl z pewnością znajdziesz promocje na najnowsze technologie.